„Świat jest jak skłócone małżeństwo przed rozwodem”

Dziś z trochę innej beczki – nie edukacyjnej, ale bardziej artystycznej, choć osadzonej w czeskim klimacie! Około 10 lat temu przeprowadziłam krótki wywiad z Sarą Saudek. Kojarzycie to nazwisko? Jeśli nie bardzo, to donoszę, że jest to znana czeska fotograficzka, autorka wielu kontrowersyjnych fotografii, które możecie obejrzeć na jej stronie internetowej http://www.saudek.com. Co do samego wywiadu, jak już napisałam, odbył się dawno i w całkiem innym celu. Teraz, po 10 latach, z pewnością zapytałabym o wiele innych, interesujących rzeczy, zwłaszcza tych związanych z jej pracą artystyczną, ale mimo wszystko – to było świetne spotkanie i super rozmowa. Zapraszam do lektury!

„Świat jest jak skłócone małżeństwo przed rozwodem”

Ludziom ciężko ją sklasyfikować i włożyć do odpowiedniej szufladki. W Czechach albo ją kochają, albo nienawidzą. Ona sama nie przejmuje się tym, co o niej mówią inni, bo uważa, że w życiu są ważniejsze sprawy, na przykład jej czwórka dzieci, partner Samuel i oczywiście fotografowanie. Poniżej rozmowa z Sarą Saudek, autorką kontrowersyjnych fotografii i wyznawczynią równie zaskakujących poglądów.
Sara Saudek urodziła się 1967 roku na Morawach. Ukończyła studia ekonomiczne, ale w życiu zawodowym bardziej ciągnęło ją do świata sztuki, niż analizowania hossy i bessy na światowej giełdzie. Była modelką, później prowadziła w telewizji program nadawany po północy i o dość frywolnym charakterze. Można powiedzieć – kobieta renesansu – autorka książek o fotografowaniu, malarka, a ponad wszystko fotograficzka oraz mama czwórki dzieci. Kobieta z wielkim życiowym doświadczeniem, ale przede wszystkim niezwykle ciekawa osobowość. Dzika, wrażliwa, tajemnicza, romantyczna, a do tego niezależna. Sama o sobie mówi, że słucha serca i instynktu, kocha ludzi i nie trwoni życia na niepotrzebne sprawy. Największy szum wokół jej osoby wzbudziło wydarzenie, które miało później wielki wpływ na jej dalsze życie zawodowe i prywatne. Swego czasu wszystkie plotkarskie czasopisma w Czechach rozpisywały się o związku Sary z dużo starszym i wielce kontrowersyjnym fotografem Janem Saudkiem. Została jego prawą ręką, managerką i życiową partnerką. A wszystko zaczęło się od podziwu dla fotografii Jana. Sara w wielu wywiadach podkreśla, że w życiu zdarzają się rzeczy, których nie można zaplanować, w związku z tym należy zostawić miejsce na przypadek i nadzieję. To właśnie one są dla niej motorem napędzającym każdy dzień. Idąc za tą myślą, Sara zostaje asystentką Jana Saudka jakby trochę przez przypadek, jednak nie ukrywa, że wyszła temu zdarzeniu na przeciw. Zaczęło się od fascynacji i podziwu dla jego twórczości. Ich późniejsze spotkanie zawodowe przemieniło się w długoletni związek, zakończony burzliwym rozstaniem. Smaczku całej historii dodał fakt, iż powodem rozstania z Janem była nowa miłość Sary – Samuel Saudek, syn Jana. To właśnie z nim artystka ma obecnie czwórkę dzieci i razem prowadzą jej fotograficzne atelier. Sara Saudek fotografuje od 1999 roku. Niektórzy krytycy twierdzą, że w swej sztuce przegoniła już Mistrza Jana, dla wielu, jak sama twierdzi, jest jednak, pomimo wielu sukcesów w kraju i za granicą, tylko „tą Saudkową” – zbyt pewną siebie, zbyt rudą, zbyt chudą, a przede wszystkim – kobietą fotografującą akty! Do tego jeszcze nie tak całkiem głupią, jak by niektórzy chcieli. Wszystko co inne, niepodchodzące pod pewne konwenanse i reguły, jest więc z góry skazywane na pomówienia, nienawiść i lekceważenie. A co na to Sara? Nic. Po prostu robi swoje.

Co Ci przynosi poczucie szczęścia oprócz rodziny i fotografowania?

Właśnie dokładnie kombinacja tego, co zostało tu wymienione – biegam w tę i z powrotem między rodzinką, a pracą i te dwie rzeczy przynoszą mi radość i dodają energii. Nie chciałabym rezygnować z jednego czy drugiego. A tak nawiasem mówiąc – do szczęścia nie potrzeba przecież niczego nadzwyczajnego – ono jest w nas. Kiedy robimy to, co nas cieszy i kiedy otaczamy się tymi, których kochamy, właśnie wtedy możemy czuć się szczęśliwi. Wszystko inne to balast, przesądy, strata czasu i sił.

Dlaczego właściwie zajęłaś się fotografowaniem, gdzie szukałaś i szukasz inspiracji?

Czy ja wiem? To jest chyba taka odwieczna potrzeba zostawienia po sobie śladu, jakiegoś świadectwa istnienia – zdjęcia mówią o mnie o wiele więcej, niż byłabym w stanie sama powiedzieć. Przyciąga mnie do tego fantazja, próba zatrzymania czasu i uchwycenia wszystkiego, co niechybnie przeminie, a na czym mi zależy…
Inspiruje mnie wszystko – zapach, wspomnienie, spojrzenie, opowieść. Wystarczy tylko obserwować, nasłuchiwać i starać się zrozumieć. Nie gapić się tępo przed siebie.

Które ze swoich zdjęć uważasz za najważniejsze, najlepsze?

Kocham je wszystkie tak, jakby były moimi dziećmi! Są moim odbiciem i nie ma znaczenia, że któreś jest lepsze czy słabsze. Nie jestem doskonała, doskonałość mnie przeraża – właśnie takie są moje zdjęcia. Ale ważne są te, które były początkiem mojej własnej drogi – mężczyzna rzucający kaczki na wodzie,
pocałunek widziany od dołu, dziewczynka zjeżdżająca po poręczy, rzeczy ważne i dostojne, ale ukazane z lekkością…

Jak myślisz, dlaczego kobiety, które Ci pozują, zgadzają się na to, abyś pokazywała na swoich zdjęciach ich fizyczne niedoskonałości? Co dla nich oznacza zrobienie zdjęcia, odsłaniającego często to, co zazwyczaj chcą skrywać? Zwłaszcza w czasach kultu ciała.

Wynika to z tego, że fizyczne niedostatki nie istnieją – to my jedynie poddaliśmy się dyktatowi dziwnego, sztucznego piękna. Piękno ma przecież tysiące postaci i nie da się powiązać z samym tylko wymiarem i wagą. Czy my jesteśmy mutantami, kupą silikonu i retuszu? Jesteśmy ludźmi z mięsa i kości, a każdy ma w sobie tajemnicę, historię, nabój pełen emocji. Każdy z nas, dzięki bogu, jest inny – inaczej na świecie panowałaby bezgraniczna nuda. Ludzie, których fotografuję, wiedzą, że nie obnażam ich z własnego poczucia żądzy, ani z potrzeby ich urażenia czy poniżenia – ujawniam w nich to, co skrywają pod warstwami przesądów i ubrań, a to jest dla nich wielce oczyszczające i wyzwalające.

W jaki sposób znajdujesz swoje modelki?

Nie szukam ich – same przychodzą. To jest jak śniegowa kula, do której przyczepiają się kolejne i kolejne warstwy śniegu – koleżanka przyprowadza sąsiadkę, ta siostrę, tamta koleżankę z klasy… Poza tym całkowicie wystarcza mi własna rodzina i przyjaciele. Więcej nie potrafię już ogarnąć. Zostawiam to przypadkowi – czasem wejdzie człowiek, który jest jak dar niebios – inspiruje i przyciąga jakby jego wewnętrzny nabój był nie do wyczerpania. I to jest wielkie szczęście pracować z kimś takim. Każdy człowiek ma w sobie inny nabój, inne światło – z jednego wszystko wyczerpiesz już przy pierwszej fotografii, z innym możesz pracować przez lata .

Myślisz, że istnieją w fotografii jakieś stereotypy? Można się ich pozbyć np. jeśli chodzi o kobiecość i piękno?

Być może dosyć nieoczekiwane jest to, że kobieta fotografuje kobiece i męskie akty. Potem, zgodnie z tą „nieoczekiwanością”, wygląda to tak, że świat jest zawalony obrazkami odważnie eksponowanych kobiecych ciał. To trochę tak, jakby dziewczyny szły prosto na rzeź. To wynika z tego, że mężczyźni zwykle fotografują sposobem łowcy – schwytać, rozszarpać, pożreć. Kobieta do aktu podchodzi delikatniej, bardziej tajemniczo, nie tak otwarcie – kobieta fotografuje wspomnienia i zapachy, mężczyzna mięso i rozkosz. Nie myślę tego negatywnie, ale mężczyzna i kobieta naprawdę są całkiem innymi stworzeniami.

Co zatem we współczesnej sztuce oznacza nagie ciało?

Mówi się „szczęście smakuj powoli“. To jest jak z przyprawami korzennymi – kiedy je przetniemy, zabijamy oryginalny smak i w efekcie już nam nie smakują, jak powinny. Podobnie może nam się przejeść nagość, jeżeli jesteśmy nią otoczeni. Idealny akt nie obnaża całkowicie i dzięki temu mamy uczucie wydobywającego się z niego zapachu skóry.

Czy w związku z tym istnieje jeszcze dziś pojęcie „tabu“ w sztuce?

Taką granicę tabu każdy ma usytuowaną gdzie indziej. Niektórzy na tzw. obalaniu tabu budują swoją karierę, dla mnie takie uganianie się za tym jest bezsensowne. To jest nudne. Czczę tajemnicę i nie bawi mnie gapienie się na pozornie sensacyjne zdjęcia czy obrazy, które mają doprowadzać ludzi do rozpaczy lub chcą nami cisnąć o ziemię do utraty przytomności. Ja nie fotografuję niczego, czym mogłabym kogoś urazić lub mu tym ubliżyć. Gwałt, ból – nigdy. Życie pachnie mi czymś innym.

Czyli nie lubisz prowokować?

Nie bardzo, po prostu robię wszystko po swojemu – a jeżeli to kogoś prowokuje, to już mnie to nie interesuje. Życie jest zbyt krótkie, żebym traciła czas na zastanawianie się „co na to powiedzą ludzie“. Ci ludzie nie zapłacą za ciebie czynszu, ani nie zaboli ich za ciebie kolano, kiedy upadniesz.

Co dziś może jeszcze zainteresować ludzi w sztuce? Czy sztuka w ogóle jest nam jeszcze potrzebna?

Myślę, że powinniśmy otaczać się pięknymi rzeczami, a jeżeli nie jesteśmy w stanie tego dosięgnąć, wystarczy, że będziemy patrzeć na ręce naturze, która potrafi ukazać prawdziwe piękno.

Polski reportażysta, Mariusz Szczygieł, napisał interesującą książkę dotyczącą czeskiej kultury i jej przedstawicieli. Jeden z rozdziałów dotyczy Jana Saudka i Ciebie. Czujesz się częścią czeskiej kultury?

To jest piękna myśl. A jeszcze lepsze jest wyobrażenie, że uda mi się stworzyć zdjęcie, które przekroczy granice i mnie przeżyje.

Sara Saudek jako fotograficzka – jaka jest, czego musi się jeszcze nauczyć, a może już wszystko umie?

Ja? Ja sobie jedynie ot tak chodzę po świecie z aparatem i stadem dzieci, i próbuję wessać do swoich negatywów wszystko, co spotykam: radość, smutek, pożądanie, samotność, miłość, zapach dzieci… na boga, to się chyba nigdy nie stanie, abym wszystko umiała – w fotografowaniu piękne jest to, że można ciągle i ciągle szukać czegoś nowego, i to odnajdować, i tak bez końca. Życzyłabym sobie, abym nigdy nie straciła umiejętności postrzegania świata oczyma dziecka, jeszcze niezakurzonymi, czystymi i spragnionymi.

Czujesz się feministką czy kobietą domową?

A jaka to różnica? Podoba mi się sposób, w jaki mężczyźni i kobiety różnią się od siebie, jak się dopełniają i że nigdy nie mogą siebie zrozumieć. To mnie bardzo bawi. Jestem kurą domową, ale mój partner też nią jest, to przecież nasz wspólny dom. Każde z nas robi to, co umie, może i na co ma akurat czas, nie mamy spisu kobiecych i męskich prac domowych, to przecież bez sensu. Nie wiem, czy jestem nowoczesna, ale intuicyjnie czuję, że kobieta i mężczyzna to kumple, którzy się przyciągają i potrzebują nawzajem. Niezwykle zabawne jest poszukiwanie sposobów na wspólne życie. Kobieta robi błąd, kiedy daje się opanować mężczyźnie lub kiedy stara się go zmienić – im obojgu ujmuje tym atrakcyjności, pewności siebie i energii.

Jakie są według Ciebie współczesne kobiety? Czy przypadkiem nie jesteśmy wszystkie po trosze matkami, modelkami i aktorkami, które ciągle coś udają?

Tak jest, dlatego, że kobiety sobie nie ufają i podtrzymują swoją pewność siebie tylko przez udawanie kogoś, kim nie są. Wynika to z tego, że ulegają temu, co się na nie wysypuje z czasopism, telewizji, filmów, reklamy… Gdyby to zlekceważyły i oparły się na własnym powabie i osobowości, mężczyznom zaparłoby dech w piersiach. Nie ma nic lepszego niż ludzie, z których płynie naturalność i
radość – od razu czujemy się z nimi dobrze.

Co Cię denerwuje we współczesnym świecie? Jak ten dziesiejszy świat odbierasz?

Denerwuje mnie to, że świat jest jak pokłócone małżeństwo tuż przed rozwodem.
Dlatego staram się ten swój prywatny świat dopieszczać i strzec – on jest moim bogactwem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s